WYWIAD: Zuza Mazurek o tym co było i o tym co będzie...

zuza.jpg

Zuzanna Mazurek polska pływaczka specjalizująca się w stylu grzbietowym, mistrzyni świata juniorów, brązowa medalistka Mistrzostw Europy Juniorów, wielokrotna mistrzyni i rekordzistka Polski. Olimpijka z Pekinu, gdzie dwukrotnie biła rekordy Polski, dziś specjalnie dla nas wspomina to co było i mówi o tym co jeszcze przed nią

 

Byłaś na szczycie, w życiowej formie, indywidualna kwalifikacja i Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, a chwile później koniec kariery. Dlaczego?

Nie tak krótka była to chwila. Po igrzyskach w Londynie trenowałam jeszcze do końca liceum, a potem rok na studiach w barwach AZS AWF Warszawa. Choć wydawałoby się, że nic nie powinno mnie już zatrzymać to jednak coś poszło w niewłaściwą stronę. Ciężko nawet z upływem lat stwierdzić w czym leżała przyczyna. Zawsze wydawało mi się, że to ludzie oczekują ode mnie zbyt wiele, zwłaszcza po igrzyskach, teraz wiem, że ja sama stawiałam przed sobą zbyt wygórowane cele i sama od siebie zbyt wiele wymagałam. Co mogło być jeszcze tego powodem? Odchudzanie! Jak każda dziewczyna w wieku licealnym, której wydaje się że ma więcej kompleksów niż w rzeczywistości, zaczęłam się odchudzać. Nie jadłam i  nie miałam siłyzwłaszcza na trening w wodzie, który wymaga od nas niesamowitego nakładu energii . Nie byłam w stanie wykonać nawet najprostszych zadań treningowych. Co było dalej? Chyba każdy może się domyślićregresja wyników, a razem z wynikami obniżał się stopniowo mój poziom motywacji, a chęci do walki zniknęły niemal całkowicie. Po ukończeniu liceum pojawiła się nadzieja, szanse, nowe miejsce, nowi ludzie, nowy bodziec treningowy i nowy trener. Mimo mojego pozytywnego nastawienia coś jednak się nie udało. Do tego wszystkiego doszła jeszcze kontuzja pleców. Nabawiłam się przepukliny kręgosłupa z która do dziś się borykam. Odpuściłam trochę trenowanie, zaczęłam poznawać pływanie od tej drugiej strony, prowadziłam zajęcia z dzieciakami. Aż w końcu ostatecznie podjęłam decyzję, że zbyt wiele się dzieje negatywnych rzeczy i że zbyt wiele kosztuje mnie to. Skończyłam pływać. Życie było fajne, ale ciągle czegoś mi brakowało .

 

 Ile dokładnie nie pływałaś? Nie trenowałaś? Jak długa była Twoja przerwa?

Oficjalnie zrezygnowałam w październiku 2011 roku. Choć muszę przyznać, że nie trenowałam znacznie dłużej. W końcu nie mogę nazwać czynności jaką jest "przychodzenie na basen", trenowaniem. Mogę śmiało powiedzieć, że nie trenowałam ponad 2 lata.

 

Co robiłaś przez ten czas?

Przede wszystkim skupiłam się na studiach, zaczęłam prowadzić zajęcia na basenie z dzieciakami w większym wymiarze godzin niż dotychczas, a do wody wchodziłam tylko wtedy kiedy przyjeżdżałam do domu. Życie toczyło się dalej, ale jak tylko przyjeżdżałam na zawody było mi bardzo przykro, że jestem już tylko "kibicem". Przez te dwa lata nadrobiłam kontakty ze znajomymi, na które pływacy z reguły nie mają ani czasu ani siły.

 

Nie tęskniłaś za wodą? Treningami? Zawodami?

Oj tęskniłam! I to bardzo! Nie wyobrażasz sobie nawet jak bardzo.  Jedyne co mnie chyba powstrzymywało przed powrotem to własna duma. No i kręgosłup, który nie najlepiej znosił wysiłek fizyczny. Tęskniłam za wszystkim- zawodami, obozami, za ludźmi. Najmniej chyba za ciężkimi treningami, choć żaden z moich dotychczasowych trenerów nie chciał by chyba tego teraz przeczytać ;) Czasami brakowało mi tej satysfakcji, którą odczuwa się po ciężkim treningu.

 

Co właściwie spowodowało, że postanowiłaś spróbować raz jeszcze?

Co raz więcej wspomnień, które wracały jak bumerang ze zdwojona siłą. Zdjęcia, filmy, rozmowy. Pewnego dnia po prostu uświadomiłam sobie to, jak bardzo mi tego brakuje. Może zabrzmi to głupio, ale miałam za dużo wolnego czasu i zmieniłam się w "zwykłego, szarego  człowieka". Nie miałam celów, ani priorytetów, do niczego nie dążyłam, niczego nie pragnęłam. Nie liczę na nic, na jakiś wielki powrót, bo jestem świadoma tego, że nie tylko ja, ale i  mój kręgosłup może nie być w stanie znieść tak długiej przerwy i dużego wysiłku. Liczę na to, że cały czas będzie mi to sprawiało przyjemność i może kiedyś uda mi się zbliżyć do wyników z przed lat. Chciałabym znowu  poczuć znów radość z wyniku i wykonanej pracy.

 

Ponownie trenujesz z trenerem Pawłem Słomińskim, tym razem wróciłaś do swojego rodowitego klubuFali Kraśnik? W tych barwach będziesz startowała już do końca? Nie wrócisz do AZS AWF Warszawa?

Do swojego klubu wróciłam już rok temu, gdyż wiedziałam, że jeśli mam wrócić to tylko do swojego rodzinnego Kraśnika. To był mój klub od zawsze, w nim się wychowałam, dzięki niemu tyle osiągnęłam. Dzięki trenerowi, który wykonał ze mną ogromną pracę już od najmłodszych lat i który w odpowiednim momencie "oddał mnie" dalej, w dobre ręce. Zrobił to bez żadnego problemu, cały czas będąc przy mnie, ufając mi i wspierając- za co dziś dziękuje Ci Tato!!!!! Swój klub zmieniłam dopiero na studiach, praktycznie tylko rok startowałam jako AZS i niestety nie miałam okazji niczego wielkiego dla tego klubu zrobić. Trener Paweł Słomiński pozwolił mi przychodzić na treningi do AZS-u, za co jestem mu ogromnie wdzięczna! Dał mi możliwość uczestniczenia w jego treningach, mimo że nie jestem w klubie i tak naprawdę nie ma on w tym żadnych korzyści. Oczywiście nie jestem w stanie wykonać takiej pracy jaką wykonują zawodnicy i przepływać w całości tych treningów tak jak należy, ale mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda:) Nie planuję zmieniać klubu, w moim czuję się najlepiej.

 

Jakie macie warunki do treningów? Jak grupa? Treningi? Czy coś się zmieniło przez ten czas?

 

Nie mogę na nic narzekać. Nie mogła bym mieć lepszych warunków i nigdzie nie miała bym takich możliwości. Mieszkam w akademiku na terenie AWF-u, basen mam praktycznie pod nosem, a nawet nie jestem zawodniczką AZS-u. Nie mam żadnych zastrzeżeń, jedyne co mogę powiedzieć  to "dziękuję", że dano mi taką mozliwość.

 

Ciężki jest powrót po takim czasie? Co było najtrudniejsze?

Ciężki i to bardzo. Nawet nie sądziłam że może tak być ciężko. Najgorzej jest wstawać rano, a potem przeżyć dzień i mieć jeszcze siłę na po południe JAle jak mówią- dla chcącego, nic trudnego. Dopiero teraz zrozumiałam co to wszystko dla mnie znaczy i w końcu mam wielki szacunek do samej siebie za to jak dawnej  trenowałam. Szanuję każdego pływaka, który robi to bo to lubi, bo chce, bo kocha! Robicie niesamowitą pracę i jesteście niesamowitymi ludźmi, Wy wszyscy. Tyle poświęceń, wyrzeczeń, brak czasu i sił. Po dwóch latach ciężko się na nowo przestawić.

 

Czy coś się zmieniło? Z pewnością grupa, część osób odeszła, część doszła, a niektórzy wierni i zostali tak jak Ty ;). Zmieniło się też na pewno moje podejście, ale to rozumowanie. Co do innych nie mogę się wypowiadać, bo każdy ma swoje indywidualne spostrzeżenia. Każdy najlepiej niech patrzy na siebie i ocenia samego siebie, nie przez pryzmat innych.

 

Trenujesz od wakacji i już trzy razy wystartowałaś w zawodach, jak oceniasz te starty? Jesteś z nich zadowolona?

Od wakacji to za dużo powiedziane. Dokładniej w drugiej połowie maja zaczęłam spokojnie wdrażać się w trening, przychodziłam na basen i niewiele początkowo pływałam. W wakacje starałam się wchodzić do wody, ale wiadomo jak to jest w tym okresie różnie. Na treningi regularnie zaczęłam chodzić od drugiej połowy sierpnia. Oczywiście to nie jest takie prawdziwe trenowanie. Ja więcej przepływam niż trenuję tak jakbym chciała. Niestety mój organizm nie przyjmuje najlepiej takiego nagłego skoku, po takiej przerwie, ogólnie ciężko reaguje na nagłe zmiany. Co do startów, chyba mogę być zadowolona, ponieważ ze startu na start poprawiłam wyniki :) Oczywiście chciałoby się pływać szybciej, ale na to jeszcze mam nadzieję przyjdzie czas. Jestem świadoma tego, że bez ciężkiego treningu, niczego konkretnego nie popłynie. Bez porównania jest oczywiście start na 50 czy 100, a 200 metrów. Z 200-tką nie ma żartów! Przekonałam się o tym na Grand Prix w Krakowie. Poniosło mnie trochę na pierwszą 50-tkę, a potem było już tylko gorzej J

 

Jaki jest Twój cel na najbliższy rok,w sensie sportowym?

Przede wszystkim  nie poddać i nie zaprzepaścić szansy jaką dał mi los. Póki mam możliwość i póki mi zdrowie na to pozwoli chciałabym naprawdę przygotować się najlepiej do moich startów i udowodnić, że naprawdę mogę!

 

A dalej? Rio?

Rio ? (śmiech ). To musi być cudowne miejsce i chciałabym się tam kiedyś się znaleźć ;)...

 

Chciałabyś coś dodać?

Co mogę dodać? Na pewno mam ogromne wsparcie w rodzicach, za co ogromnie chciałabym im podziękować. Dużo do myślenia dała mi także reakcje ludzi, których spotykałam  na zawodach już po zakończeniu swojej kariery. Kiedy powiedziałam komuś że wracam i że podjęłam się treningów, każdy bez wyjątku reagował bardzo pozytywnie. Jest kilka takich osóbktóre mnie mocno w tym wspierają i dużo daje mi to kiedy usłyszę, że ze mnie dumni, ogromnie cieszy mnie to, że mnie dopingują, trzymają za mnie kciuki.

 

 

Cała redakcja Feel the Water trzyma kciuki nie tylko za Zuzę Mazurek, ale i ze jej starszą siostrę Karolinę, która przebywa w szpitalu i z niecierpliwością wyczekuje potomstwa.

 

Jesteśmy z Tobą Karola!!!!!  :)



Inne Newsy

Dodaj komentarz
Usuń odpowiedź


Komentarze

XYZ 25 listopada 2013 00:44 #1 reply
Masakra... Takie artykuły pobudzają do walki, to jest niesamowite co potrafią zdziałać słowa. Jest to najciekawszy wywiad jaki przeczytałem z pływakami. Również trzymam kcuki i życzę co raz to lepszych wyników w pływaniu! Sam trenuje już ponad 10 lat i czasem brakuje tej motywacji do treningu ale takie artykuły są bardzo pomocne i wspierają nawet odbiorców :) Pozdrawiam :)
PS. po cichu będę się przyglądał Twoim startom w zawodach :)
kibic 25 listopada 2013 01:43 #2 reply
Swietny wywiad!!!
irww 25 listopada 2013 14:39 #3 reply
Zuza zajebisty wywiad nie trenuje plywania ale mnie rowniez zmotywowalas do ciezkiej pracy i docenienie wielu rzeczy