Joanna Mendak, czyli Natalia Partyka polskiego pływania!

jmendak.jpg
Nasza reporterka, Ola Nowacka, miała przyjemność przeprowadzić dłuższą rozmowę z medalistką paraolimpijską oraz Mistrzostw Polski w pływaniu o samym sporcie, jak i życiu prywatnym...zapraszamy do ciekawej lektury!
 
 
Fot. Christopher Lee/Getty Images Europe
 
 
Charakter człowieka tworzy jego los
                                                                  Heraklit z Efezu
 
 
Feelthewater.pl: Co spowodowało Twoją wadę wzroku?
 
Joanna Mendak: Urodziłam się jako wcześniak i to jest powód moich problemów ze wzrokiem. Na prawe oko nie widzę nic, całkowita ślepota, z kolei lewe oko to znaczna krótkowzroczność. Może i brzmi to strasznie, ale naprawdę nie jest najgorzej. Mogę żyć normalnie. Obraz zaczyna ostrzyć się mniej więcej na odległości 3m. Ciężko jest mi opisać Wam jak widzę, bo nie mam pojęcia jak to jest widzieć normalnie. Rozróżniam kolory i widzę kształty, czytać mogę z bliska, a z resztą radzę sobie instynktownie.  
 
Czytasz książki, wyczynowo uprawiasz sport, jednym słowem nie oszczędzasz się. Czy istnieje jakiekolwiek ryzyko, że ta wada się pogłębi i że wzrok się pogorszy?
 
Ryzyko jest zawsze i wcale nie jest powiedziane, że akurat wysiłek fizyczny czy lektura książki to spowoduje. Pogorszyć wzrok może się każdemu i to przy wykonywaniu najprostszych czynności. Siatkówka może odkleić się np. podczas skoku do wody czy nawet kichnięciu w wyniku nagłej różnicy ciśnienia. Bez sensu było by zatem życie z ograniczeniami. Z natury jestem optymistką i wychodzę z założenia, że trzeba czerpać z życia to co najlepsze- brać wszystko pełnymi garściami, a nie zastanawiać co by było i martwić się na zapas. Mimo wszystko mam nadzieję, że w kwestii mojego wzroku nic się nie zmieni. Przez ostatnie lata mój wada wzroku nie pogłębiła się.
 
Oczywiście istnieją choroby narządu wzroku przy, których wysiłek fizyczny nie jest wskazany, a czasem nawet zabroniony. Całe szczęście w moim przypadku nie ma takiego przeciwskazania, jedyne na co muszę zrobić to ograniczać do minimum starty oraz na chwilę obecną praktycznie zrezygnować z pracy na siłowni. Istnieją alternatywne formy treningu na lądzie, którymi mogę zastąpić trening na siłowni.
 
Jakie są te alternatywne formy treningu? 
 
Chyba każdy zna zastosowanie i specyfikę np. gum oporowych z wiosełkami, taśm theraband, czy ćwiczeń core stability. Staram się też mniej więcej 3 razy w tygodniu biegać, choć muszę przyznać, że tego nie znoszę. Rzadko, który pływak lubi biegać, choć trzeba przyznać, że to jeden z najlepszych sposobów poprawiających wszechstronny rozwój i zwiększający wydolność ogólną. Dlatego zmuszam się i robię to na co nie zawsze mam ochotę. Tak jest w sporcie wyczynowym.
 
Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie
                                                                                                                                                                                                                           Fiodor Dostojewski.
 
Jak zaczęła się Twoja przygoda z pływaniem? Dlaczego pływanie?      
 
Często jest spotykane przekierowanie dziecka na basen z powodów zdrowotnych, było tak i w moim przypadku. Trafiłam na zajęcia z zalecenia lekarskiego, stwierdzono u mnie skrzywienie kręgosłupa. Nie znosiłam zajęć korekcyjnych na sali i zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla mnie okazały się zajęcia na pływalni. Mogę, więc stwierdzić, że o mojej sportowej karierze zadecydował przypadek.
 
Jakie są największe ograniczenia w pływaniu, w kontekście Twojej wady wzroku?
 
Myślę, że wiele spośród nich stwarzamy sobie sami. Na każde takie ograniczenie związane z wadą wzroku można znaleźć sposób. Ograniczenia ma każdy nie tylko osoby niewidome czy niedowidzące i każdy na swój sposób sobie z nimi radzi. Nie wprowadzę tu żadnych innowacji i nikogo z pewnością nie zaskoczę wymieniając takie sposoby jak liczenie cykli, obserwację kolorów na linach czy pływania z wielofunkcyjnym zegarkiem firmy polar, którego nazywam „wykrywaczem kłamstw”. Inne czynności wykonuję się po prostu instynktownie, na tzw. wyczucie.  
 
Przez bardzo długi okres startowałaś jednocześnie z osobami pełnosprawnymi? I tam odnosiłaś sukcesy, byłaś w czołówce krajowej i zdobywałaś medale MP. Jaki był Twój klucz do sukcesu?
 
Kluczem do sukcesu z pewnością jest spotkanie na swojej drodze odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie. Po pierwsze trener, który doskonale wie co robi, a jest do tego jeszcze świetnym pedagogiem. Po drugie bliscy, którzy bez względu na wszystko będą przy nas, wspierając nas we wszystkim co robimy. W tym wszystkim na pewno potrzebna jest jeszcze odrobina szczęścia. 
Mniej więcej w trzeciej klasie, po uprzednim opanowaniu podstawowych umiejętności, czyli pływania wszystkimi stylami, rozpoczęłam treningi  w MUKS „Olimpijczyk” Suwałki pod okiem trenera Edwarda Deca. W tamtym okresie nikt nie wiedział o istnieniu Polskiego Związku Sportu Osób Niepełnosprawnych- ”Start”, który zrzesza zawodników z dysfunkcjami narządu ruchu i wzroku. Zaczęłam rywalizować z zawodnikami bez takich dysfunkcji, i od razu wiedziałam, że stać mnie na równą walkę. Tak też zaliczyłam swój pierwszy start w Mistrzostwach Polski w Oświęcimiu. Już jako 12-to latka byłam medalistką Mistrzostw Polski, w międzyczasie dołączyłam również do rywalizacji w zawodach dla osób niepełnosprawnych i od tej pory rywalizowałam już na obu tych płaszczyznach. 
 
Po ukończeniu liceum, zdaniu matury przeniosłaś się do Warszawy. Rozpoczęłaś tam studia na kierunku fizjoterapii i po 10 latach współpracy z trenerem Edwardem Decem rozpoczęłaś trening z Pawłem Słomińskim, jednym z najlepszych szkoleniowców w owym czasie w Polsce. Jak wspominasz ten okres? To chyba spore zmiany jak dla tak młodej zawodniczki? Dlaczego właściwie Warszawa i klub trenera Słomińskiego?         
 
Zawsze chciałam pójść na studia, a po zdaniu matury zdecydowałam się na studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie na wydziale Rehabilitacji. Z jednej tego właśnie chciałam, a z drugiej to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć by pogodzić studia i dalszy trening. Skutkiem tego w latach 2008-2010 reprezentowałam barwy klubu AZS AWF Warszawa i współpracowałam z trenerem Pawłem Słomińskim. Z perspektywy czasu wiem jak trudna dla młodego człowieka jest zmiana środowiska w tym pierwszym okresie po zdaniu matury i jak wielki jest to dla niego szok. Polskie szkolnictwo przyzwyczaiło nas do innego planu edukacyjnego, niż ten obowiązujący w ramach struktury uczelni. Do tego dochodzi zmiana miejsca zamieszkania, ludzi i dorosłe życie, w którym to jesteśmy zdani sami na siebie.
 
W jakim stopniu różniły się treningi obu trenerów? 
 
Jednostki treningowe były do siebie bardzo podobne. Od dawna znane są zasady fizjologii, biomechaniki czy anatomii, na których bazują trenerzy. Oczywiście, strona naukowa to jedno, a druga to relacja trener- zawodnik. Trener powinien być nie tylko świetnym fachowcem w sporcie, w którym funkcjonuje, ale powinien być także pedagogiem. Taka osoba jest jednocześnie i rodzicem i przyjacielem i trenerem. Musi umieć rozmawiać i rozwiązywać problemy, podejmować decyzje, a w swoich planach szkoleniowych w miarę możliwości uwzględniać także potrzeby zawodnika. O ile jednostki treningowe były podobne, o tyle obaj panowie nieco różnili się w kwestii charakteru i podejścia do zawodnika. W Suwałkach moja relacja z trenerem opierała się na szczerości i zaufaniu. Muszę przyznać, że tego zabrakło mi w Warszawie.
 
W tamtym czasie w klubie AZS-AWF Warszawa pod okiem wymienionego wcześniej trenera Słomińskiego trenowała niemalże cała potęga polskiego pływania- Otylia Jędrzejczak, Paweł Korzeniowski, czy Karolina Szczepaniak i Łukasz Gimiński, a także Twój klubowy kolega Paweł Rurak. Jak trenowało Ci się w tak mocnej grupie? Co dla Ciebie w tamtym okresie było najtrudniejsze?
 
To był rzeczywiście „złoty wiek” dla AZS AWF Warszawa. Wtedy grupę tworzyli najbardziej utytułowani polscy pływacy, tym bardziej cieszy mnie fakt, że byłam częścią tej grupy. Tego rodzaju trening i doświadczenie płynące z trenowania w takiej grupie dało mi świeże spojrzenie na to wszystko co związane było z treningiem. Nabrałam dorosłego i świadomego spojrzenia na to co robię. Ta grupa wzajemnie się mobilizowała, byliśmy jedną wielką rodziną. Znalazłam wtedy wsparcie ze strony osób, z którymi przyjaźnie się do tej pory utrzymuje stały kontakt i spotykam się zawsze wtedy kiedy tylko jest taka możliwość.
 
Studia na AWF-ie nie były dla Ciebie łatwe, spotkałaś się z wieloma problemami, o których tu mówić nie będziemy. Czy Twoim zdaniem osoby niepełnosprawne mogą spotkać się z problemami na uczelniach wyższych? Czy może to być objaw dyskryminacji?
 
Z roku na rok sytuacja osób niepełnosprawnych, które chcą podjąć studia na uczelniach wyższych jest coraz lepsza. Istnieje coraz więcej regulacji prawnych, które ułatwiają nam funkcjonowanie w strukturach uczelni. Zdecydowałam się na studia na kierunku fizjoterapii i większość problemów jakie miałam związane były tylko i wyłącznie z moimi częstymi wyjazdami. W programie studiów uwzględnione są tzw. zajęcia w placówkach szpitalnych, ośrodkach rehabilitacyjnych i praca z pacjentami co było dla mnie niemożliwe do realizacji. 
 
Długo nie trzeba było czekać, a po dwóch latach w Twoim życiu nastąpiły kolejne zmiany? Zmieniłaś szkołę i trenera? Wróciłaś do Suwałk? Jak ciężka była to dla Ciebie decyzja? Nie żałujesz?
 
Taką decyzję podjęłam głównie z powodów osobistych. Sytuacja, która wynikła w tamtym czasie miała ogromny wpływ nie tylko na mnie, ale i na moje podejście do treningów, a w konsekwencji także na sumienną jego realizację. To był trudny dla mnie okres, wtedy wszystko było na przysłowiowe „NIE”. Zdecydowałam się na powrót do Suwałk licząc na to, że ta zmiana wyjdzie mi na dobre. Wróciłam do trenera Deca i przeniosłam się na studia zaoczne do Szkoły Wyższej w Warszawie - Almamer. Decyzji, która w ten czas podjęłam nie żałuję. Odrodziłam się na nowo jak Feniks z popiołu. Wszyscy doskonale wiemy, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Brakuje mi tylko ludzi, których zostawiłam w Warszawie, dlatego większość wolnych weekendów spędzam w stolicy.
 
Kończysz już studia,  Olsztyńskiej Szkole Wyższej im. Józefa Rusieckiego, jesteś w stanie porównać te trzy uczelnie? Pod względem merytorycznym i organizacyjnym?
 
Zarówno tryb studiów dziennych jak i zaocznych ma swoje plusy i minusy. W przypadku kierunku jakim jest fizjoterapia bardzo trudne jest pogodzenie zajęć na uczelni z dwoma treningami w ciągu dnia. Trzeba pamiętać o tym, że zawodnik powinien mieć czas na regenerację i odbudowę organizmu, a także regularne posiłki. Przy takim trybie życia to bardzo trudne. Zawsze coś robi się kosztem drugiego. Albo trening i absencja na zajęciach albo brak regeneracji i w konsekwencji sił, po parugodzinnych zajęciach, na pełną jego realizację zaplanowanej jednostki. W pewnym momencie to wszystko  mnie najzwyczajniej w świecie przerosło. Studia zaoczne stwarzają zdecydowanie lepsze warunki na pogodzenie obu tych czynności, jednak ograniczają w znacznym stopniu życie studenckie. 
 
Nie uważasz, że polscy sportowcy w dorosłym życiu napotykają wiele problemów, które niejednokrotnie niszczą ich karierę sportową? Uczelnia nie pomaga, a taki zawodnik na ogół nie ma wsparcia- potrzebuje pomocy i porady, a nie ma kto mu jej udzielić...
 
Wielu sportowców, i nie mówię tu tylko o pływakach, kończy studia z poślizgiem. Z reguły  jest to nasz świadomy wybór. Chcąc osiągnąć sukces sportowy niejednokrotnie rezygnujemy z wielu rzeczy chcąc poświęcić się w 100% treningowi. Kiedyś jednak trzeba będzie zakończyć karierę sportową i tu pojawia się pytanie co robić dalej? Bardzo często dzieję się tak już w wieku dojrzałym. Taki sportowiec staje na rozdrożu i zazwyczaj nie wie co ma robić dalej. W końcu przez całe życie nic innego nie robił tylko trenował. Dlatego podejmujemy studia, żeby mieć alternatywę na przyszłość.
W Polsce również sportowcy niepełnosprawni coraz częściej spotykają się z problemami, brakuje pieniędzy i przede wszystkim chęci osób, które mogłyby pomóc w popularyzacji tego rodzaju sportu. Niejednokrotnie do momentu samego wyjazdu nie jesteście pewni czy pieniądze się znajdą i czy wyjazd dojdzie do skutku. Jedziecie na zawody, przywozicie worek medali i dopiero wtedy media zaczynają „huczeć” i zachwalać sport osób niepełnosprawnych. Nie uważasz, że to trochę nie w porządku? Jaki masz do tego stosunek? Co można Twoim zdaniem zrobić żeby było lepiej?
Polski Komitet Paraolimpijski (PKPar) oraz PZSN „Start” finansowane są z niewielkich środków ministerialnych. W związku z tym kadrowe przygotowania realizowane są niewielkim wymiarze. Przydaliby się ludzie, którzy chcieliby objąć mecenasem sportowców niepełnosprawnych. Niepełnosprawni sportowcy są przecież świetnymi ambasadorami marek znanych na całym świecie m.in. Visa, Ottobock czy Nike. Nie ma jednak co się nad tym rozczulać, trzeba po prostu robić swoje. Polskie społeczeństwo jest coraz bardziej świadome tego ile daje sport osób niepełnosprawnych. Nam, zawodnikom mnóstwo satysfakcji i sił do życia, a widzą mam nadzieję mnóstwo emocji. 
 
W ostatnim czasie życie Cię nie oszczędzało? Choroby, kontuzje i operacja w minione wakacje, czy problemy zdrowotne nie zniechęciły Cię do dalszej pracy i ciężkiego treningu?
 
Koniec 2011 i pierwsza połowa 2012 roku rzeczywiście były dla mnie trudne. Od jakiegoś czasu borykałam się z kontuzją stawu ramiennego. Nadwyrężyłam głowę długą mięśnia dwugłowego ramienia i mięśnia nadgrzebieniowego, choć wiem że niewiele Wam to powie. Nie mniej jednak to było dla mnie bolesne i w znacznym stopniu ograniczało mnie w realizacji treningu. Razem z dr Bartłomiejem Kordasiewiczem wykorzystywaliśmy wszystkie nieinwazyjne sposoby wyeliminowania tej dolegliwości, jednak nie dawały one zadawalających efektów i ostatecznie w kwietniu 2012 roku podjęliśmy decyzję o operacji. Po długich rozmowach z trenerem Decem i konsultacjach z doktorem postanowiłam jednak wstrzymać się z operacją przez 4 miesiące. Podjęłam wyzwanie i chciałam jak najlepiej przygotować się do startów w Londynie. To był już stosunkowo niedługi okres do Igrzysk Paraolimpijskich, przy mocno zmodyfikowanym treningu udało się! Po raz trzeci usłyszałam Mazurka Dąbrowskiego, do oczu napłynęły mi łzy i pomyślałam, że naprawdę było warto. To co czuje sportowiec, odbierając medal, jakikolwiek – nie tylko złoty jest nie do opisania. Zapomina się wtedy o bólu, łzach i ciężkich treningach, pamięta się tylko walkę sportową i sukces, który się właśnie odniosło. Po powrocie z IP przeszłam kolejne badania diagnostyczne i w połowie listopada 2012 roku znalazłam się na stole operacyjnym.
 
Jak długą miałaś przerwę po operacji? Jak szybko byłaś w stanie wznowić trening?
 
Po 6-tygodniowej przerwie, w styczniu 2013 roku, rozpoczęłam współpracę z fizjoterapeuta p. Michałem Galą w Centrum Rehabilitacji Sportowej w Warszawie i tak przez kolejne 6 miesięcy. Musze przyznać, że Michał trochę się ze mną namęczył. Z pewnością nie byłam łatwym pacjentem i nawet nie wiem czy jego zdaniem zasłużyłabym na naklejkę „dzielny pacjent”, jaką daję się dzieciom;) Po zakończonym rehabilitacji przyszedł czas na pierwsze treningi w wodzie uzupełnione pracą z kolejnym fizjoterapeutą Kamilem Goleniem, krok po kroku, powolutku zaczęłam wprowadzać się w trening od września tego roku.
 
Teraz jest już wszystko w porządku?
 
Nie chciałabym zapeszać, ale jest dobrze. Po roku próbuje już pływać delfinem. To najcięższy ze wszystkich styli i bardzo siłowy.
 
Jakie plany na najbliższy rok? 
 
Na pierwsza połowę sierpnia zaplanowane są Mistrzostwa Europy i to będzie impreza priorytetowa na najbliższy rok dla mnie.
 
Za Tobą już trzy występy w Igrzyskach Paraolimpijskich- Ateny, Pekin i Londyn! Myślisz o kolejnych? W Rio de Janeiro w 2016 roku? 
 
Bardzo chciałabym dostać powołanie i wejść do składu kardy narodowej  na kolejne Igrzyska Paraolimpijskie w Rio de Janeiro w 2016 roku. Podejmę każde wyzwanie, które pomoże mi to osiągnąć. W Rio chciałabym sięgnął po 4 tytuł mistrzyni paraolimpijskiej na 100 m. stylem motylkowym. Czeka mnie ciężka praca, na która jestem gotowa.
 
Przez ten okres będziesz przygotowywała się z trenerem Edwardem Decem? W Suwałkach? Jest grupa, z którą możesz tam trenować? 
 
Z trenerem znamy się już 15 lat i nasza współpraca przyniosła rezultaty. Mam nadzieję, że jeszcze do tych Igrzysk trener ze mną wytrzyma  (śmiech). Mówię Wam, że to wcale nie jest takie łatwe !!!! ;) 
Mimo wszystkich problemów z jakimi się spotkałaś, wydaje mi się że tych pozytywnych emocji, które zapewniło Ci pływanie, było zdecydowanie więcej! Co oprócz medali dał Ci sport? W jaki sposób chciałabyś zachęcić innych do uprawiania sportu, nie tylko pływania? 
Przede wszystkim poznałam niesamowitych ludzi! Ludzi ambitnych, pracowitych, ludzi z pasją.  Dzięki pływaniu zobaczyłam prawie cały świat, przeżyłam coś co nie każdy może przeżyć. Trudno opisać słowami to co czuję. Sport to pewien styl życia ,który kształtuje Cię jako człowieka i na swój sposób przygotowuje do niego. Uczy zwyciężać, ale i godzić się z porażkami. Dzięki niemu wiesz, że wszystko co masz to wynik tylko i wyłącznie Twojej pracy. Ty sam pracujesz na to co masz i kim jesteś, ale tak jest przecież nie tylko w sporcie.
 
Dziękuję Asiu za rozmowę, cała redakcja trzyma kciuki za Ciebie i Twoje przygotowania, abyś dostarczała nam emocji co najmniej do 2016 roku!


Inne Newsy

Dodaj komentarz
Usuń odpowiedź

Skomentuj pierwszy!